Mówi się często, że orgazm łechtaczkowy jest prosty do osiągnięcia. I ja tak myślałam. To mój ulubiony sposób na szczytowanie. Przetestowanie nowej zabawki od Lelo uświadomiło mi jednak, że niewiele wiedziałam o prawdziwej przyjemności, jaką można osiągnąć tą drogą.

Może najpierw słowo wstępu. Sona 2 to dźwiękowy masażer łechtaczki. Zamiast wibracji, korzysta z fal dźwiękowych, aby pulsować i docierać do obszarów, których nie możemy zobaczyć ani wyczuć palcami. Producent zapewnia, że Sona stymuluje 3 razy więcej powierzchni łechtaczki niż tradycyjny wibrator. Niespecjalnie w to wierzyłam. Wydawało mi się, że znam swoje ciało i wiem, w jaki sposób stymulować łechtaczkę, aby osiągać maksymalną przyjemność. Ale membrana wprawiana w drgania jak głośnik była dla mnie na tyle intrygująca, że dałam Sonie szansę.

Jeśli chodzi o tryby, Sona 2 ma ich 8. Ja korzystałam z tych, które stymulują łechtaczkę najłagodniej (zaraz wyjaśnię, dlaczego). To, w czym się zakochałam, to interfejs zabawki. Już za pierwszym razem bez problemu trafiałam w przyciski z zamkniętymi oczami. Chyba nie muszę tłumaczyć, jakie to przydatne podczas zabawy. Całe urządzenie wykonane jest z jednego kawałka silikonu, co pozwala Sonie zachować wodoodporność. Dzięki temu mogłam też eksperymentować w wannie. Poza tym tak wykonany przedmiot jest najzwyczajniej miły w dotyku. Co dodatkowo ważne – Sona 2 jest naprawdę cicha. Przyzwyczajona, jak pewnie większość kobiet, do charakterystycznych wibracji, byłam pod wrażeniem, że mój nowy gadżet jest tak dyskretny. Co do ładowania, w zestawie z masażerem otrzymujemy m.in. kabel USB, który możemy podłączyć do ładowarki lub komputera. Czas pracy urządzenia to około 1 godziny. Zaraz wyjaśnię, dlaczego moim zdaniem to dużo i czemu trudno było mi rozładować Sonę do zera.

Spektakularnie, ale błyskawicznie

Niezależnie od sposobu dochodzę stosunkowo szybko. Dlatego byłam poirytowana, gdy, używając Sony po raz pierwszy, zajęło mi to jeszcze mniej – poniżej pół minuty. Orgazm był silny, ale nie zdążyłam nawet zrobić się porządnie mokra. To było jak mrugnięcie okiem. Rzadko używam gadżetów stymulujących łechtaczkę (w tym wypadku wolę seks oralny niż masturbację), ale liczyłam, że to innowacyjne rozwiązanie zapewni mi raz na jakiś czas nieco dłuższą falę przyjemności niż mam zazwyczaj.

Coraz wrażliwsza

Przy kolejnych podejściach (m.in. w wannie) niewiele się zmieniło. Najbardziej zadowolona byłam, mając na sobie majtki i decydując się na łagodniejszy tryb. Wówczas silny orgazm miałam z odpowiednim intro. Zauważyłam też, że odkąd zaczęłam używać masażera, moja łechtaczka stała się wrażliwsza i nawet zabawy palcami czy seks oralny zaczęły przynosić szybsze i mocniejsze orgazmy. Można to łatwo wytłumaczyć. To, co czuć i widać, to tylko wierzchołek góry lodowej. Łechtaczka to duży organ, z kilkucentymetrowymi odnogami. Jeśli jej wewnętrzna część zostaje pobudzona, to cała łechtaczka staje się bardziej podatna na stymulację. 

Czy warto?

Warto. Zwłaszcza jeżeli dochodzi się aż za długo. Sona może rozbudzić te obszary łechtaczki, które przyniosą głębokie i pulsujące orgazmy, jakich sobie wcześniej nie wyobrażałyśmy. Jeśli jednak – tak jak ja – dochodzisz szybko, to efektywność tego masażera może cię drażnić. W takim wypadku trzeba znaleźć na Sonę własną metodę: u mnie była to bielizna i spokojniejsze pulsy, słyszałam, że niektórym dziewczynom pomaga dogadzanie sobie w wannie (Sona jest wodoodporna). W każdym razie – dobrze przekonać się na własnej łechtaczce, co potrafi ta rewolucyjna zabawka.

Author

Write A Comment