Na wstępie powinnam zaznaczyć, że treść wpisu wyjątkowo jest przeznaczona dla osób, które już są orgazmiczne. W miarę regularnie doświadczają orgazmów i potrafią rozpoznać jego nieuchronne zwiastuny. Dla osób, które jednocześnie chciałyby świadomie przejąć kontrolę nad swoim orgazmem.

Jeżeli chcesz, aby Twoja droga na szczyt była nieco bardziej ekscytująca i kręta, zapraszam do lektury!

Edging – co to?

Edging jest techniką seksualną polegającą na doprowadzaniu się na skraj orgazmu, chwilowym zaprzestaniu stymulacji (takim, który nieco obniża ciśnienie, ale nie doprowadza do jego całkowitego spadku) i rozpoczęciu wspinaczki na szczyt od nowa. Może zakończyć się po kilku powtórzeniach lub trwać godzinami. Wszystko zależy od osób go uprawiających, a w zasadzie ich fizycznych oraz emocjonalnych możliwości.

Świadome odwlekanie przyjemności

Czy ono ma sens? Jest to powód, dla którego wiele osób nie rozumie edgingu. Dlaczego odmawiać sobie przyjemności, gdy wie się, że jest ona na wyciągnięcie ręki? Samo oczekiwanie na przyjemność może być niezwykle podniecające:

  • praktykowanie edgingu pozwala na utrzymanie ciała (i umysłu) w stanie wysokiego podniecenia, dzięki czemu samo zbliżenie trwa dłużej;
  • dzięki regularnie uprawianemu edgingowi zanika okres regeneracji pomiędzy doświadczeniem jednego orgazmu, a gotowością do kolejnej rundy miłosnych zmagań (całkiem przydatne dla panów);
  • edging, jako jedna z metod treningu masturbacyjnego, pozwala przejąć kontrolę nad momentem wytrysku;
  • a co najważniejsze, edging intensyfikuje orgazm – dzięki kumulującemu się i szukającemu ujścia napięciu seksualnemu.

Edging a BDSM

Edging, poza dobrowolną praktyką, stosowaną przez osoby totalnie waniliowe, może również stanowić element układu BDSM, panującego w sypialni. Orgazm w takim przypadku, w zależności od przyjętego scenariusza, może być nagrodą (domin/a na niego pozwala), jego brak – karą (kategoryczny zakaz dojścia, mimo bycia na ostatniej prostej swojego spełnienia). Osoba dominująca może także posunąć się do nakazania stronie uległej, dojścia w konkretnym momencie sesji.

Pierwsze kroki…

…najlepiej i najłatwiej w temacie edgingu stawiać solo. Pozwoli Ci to skupić się na sobie, bez poczucia presji czasu, studiując własną rozkosz, szczególnie, jeśli w samomiłości jesteś nastawiona na sprawne osiągnięcie orgazmu. Może czasami warto króliczka gonić, zamiast go od razu łapać? Przyjemność płynącą wyłącznie z orgazmu możesz pogłębić, dzięki intensywnym doznaniom także przed nim. Zacznij więc od poznawania własnego ciała, a w zasadzie jego granicy orgazmu, czyli momentu, w którym nie ma już odwrotu od osiągnięcia szczytu.

Zaspokajając się sama, obserwuj reakcje całego swojego ciała, nie skupiając się wyłącznie na genitaliach. Może zaskoczysz siebie faktem, że orgazm, do tej pory odczuwany jedynie w tych najintymniejszych okolicach, częściowo narodził się, a potem zawładnął całym Twoim ciałem.

Dopiero od tego momentu możesz rozpocząć na poważnie zabawę z edgingiem. Baw się ze sobą, a gdy poczujesz, że zbliżasz się do „magicznego punktu” na drodze ku własnej nirwanie, zmień na chwilę tempo i sposób stymulacji, na taki, który lekko ostudzi Twój zapał, ale jednocześnie go nie zgasi. Jeśli najbliżej Ci do orgazmu dzięki bezpośrednim pieszczotom „guziczka” łechtaczki, spróbuj pieścić okolice tego punktu –  jak wzgórek łonowy czy wargi sromowe – a gdy poczujesz ten spadek, wróć do intensywniejszej stymulacji.

Ile powinna trwać faza „wyciszona”? Jest to zależne od indywidualnych warunków i temperamentu. To ten element, nad którym trzeba chwilkę popracować, aby nauczyć się siebie, bycia na tej cienkiej granicy napięcia seksualnego pomiędzy „nadal chcę” a „właśnie przeminęło i nie wróci”. Jeśli przy kilku pierwszych podejściach przegapisz ten moment, nie przejmuj się, gonienie króliczka nie zawsze jest łatwe, czasem potrafi zwiać 😉

Edging w parze

Debiut edgingu w duecie powinien nastąpić, jeśli opanowałaś jego sztukę podczas samotnych chwil. Może on wprowadzić powiew nowości pomiędzy Wami, szczególnie, jeśli Wasze preferencje i zachowania są oparte na „klasycznych” schematach i osiągnięcie orgazmu definitywnie kończy zbliżenie.

Edging jest techniką, która wymaga zarówno dobrej znajomości ciała drugiej osoby, jak i bardzo dobrej komunikacji w trakcie intymnych chwil. Może on posłużyć do realizacji dwóch scenariuszy przedłużania drogi ku szczytowi rozkoszy.

Pierwszym z nich jest spotęgowanie doznań orgazmicznych partnera. W takiej sytuacji nieoceniona okaże się Twoja znajomość technik, które doprowadzają towarzysza uniesień na szczyt. W czasie pierwszych wspólnych doświadczeń edgingu poproś drugą osobę, aby dawała Ci znać o zbliżającym się orgazmie. Postaraj się zapamiętać, jak reagowało jej ciało. Gdy nauczysz się rozpoznawać ten moment, druga osoba będzie mogła skupić się wyłącznie na swojej przyjemności.

Tym drugim zaś… wykorzystanie przez partnera Twojego ciała do doprowadzania się na skraj orgazmu. Wszelkie chwyty dozwolone! W zależności od preferencji może być to  ocieranie się o Ciebie, używanie Twoich rozpustnych dłoni, ust czy genitaliów, odwdzięczając się przy tym w ramach przerywnika Tobie – skupiając się na Twojej rozkoszy.

Na co dzień, czy od święta?

Wszystko zależy od chęci, czas i okoliczności. Choć jest to świetny sposób na spotęgowanie rozkoszy, nie warto uprawiać go zawsze i za wszelką cenę. Mimo opanowania edgingu do perfekcji, nadal możesz mieć ochotę na szybkie rozładowanie napięcia seksualnego – intensywną sesją masturbacji ulubionym wibratorem lub szybkim numerkiem na szafce w przedpokoju.

Edging jest czymś na co powinnaś mieć czas i nastrój. Celebruj go tak, jak lubisz najbardziej – w czasie samotnego relaksu lub podczas wspólnych zbliżeń.

Author

Write A Comment