Schyliłam się do dolnej półki po książkę o muzyce. Poczułam na swoim pośladku dotyk czyjejś dłoni.

– I pomyśleć, że te piękne kształty już nie należą do mnie – powiedział właściciel ręki.

Znam dobrze ten głos, śni mi się po nocach. Wyprostowałam się, odwróciłam się w jego stronę. Poparzyłam na tą boską twarz i nie zastanawiając się długo wymierzyłam mu lekki policzek.

– Nigdy więcej w takim miejscu, rozumiesz? Nie waż się mnie dotknąć! – wysyczałam i odeszłam w drugą stronę.

Odłożyłam książkę, którą trzymałam na pierwszą lepszą półkę i wyszłam. On wybiegł za mną, zresztą mogłam się domyślić, że tak zrobi.

– Kochanie, sarenko, poczekaj! Poczekaj, nic ci nie zrobię – zawołał do mnie widząc, że przyspieszam. Dobiegł do mnie, stanął przede mną i złapał mnie za ramiona.
– Mała, dlaczego nie chcesz mi wybaczyć? – zapytał swoim słodkim głosem. Kiedy tak na mnie patrzył, moje serce zaczęło topnieć.
– Bo… Skrzywdziłeś mnie, oszukałeś… – nie dokończyłam, jego pocałunek zatkał mi usta.
 – Przepraszam, zapomnij o tym co było, daj mi jeszcze jedną szansę – klęknął przede mną na środku chodnika.
– Wstawaj, głuptasie, jeszcze ktoś znajomy nas zobaczy – powiedziałam z uśmiechem i zaczęłam rozglądać się dookoła.

Wstał, krzyknął kocham cię i wziął mnie na ręce. Założyłam dłonie na jego szyi i nie protestowałam. Postawił mnie na nogi, otworzył drzwi swojego samochodu, pocałował i poprosił, żebym wsiadła. Wiedziałam, czego pragnie teraz.

Po kilkunastu minutach byliśmy już pod jego blokiem. Zamknął samochód, złapał mnie za rękę i poszliśmy do niego. Przy drzwiach do mieszkania nie potrafił znaleźć kluczy. Grzebał w kieszeniach jednocześnie całując mnie po szyi. Stałam oparta o drzwi, a on przylegał do mnie. Kiedy Darek znalazł już klucze i zabierał się za otwieranie, z mieszkania obok wyszła jego sąsiadka. Popatrzyła na nas jak na zbrodniarzy, nawet nie odpowiedziała na „dzień dobry” mojego mężczyzny. Zbiegła ze schodów. Weszliśmy do środka, zatrzasnęliśmy drzwi…

Darek pociągnął mnie za sobą do pokoju. Przyparł mnie do ściany i zaczął rozbierać. W krótkim czasie uporał się z moimi ubraniami, łącznie z bielizną. Nie opierałam mu się, chociaż w głowie kołatała mi się nutka przyzwoitości i żalu do niego, za to co mi zrobił, ale było to jak melodia zapomnianej piosenki, którą tak trudno jest sobie przypomnieć. Ta przyzwoitość kazała mi go odepchnąć, ale nie posłuchałam jej. Niemal zdarłam z niego koszulę…

Chwycił mnie za ramiona i podprowadził do stołu. Oparł mnie o jego blat, łokciami przylegałam do zimnej, kamiennej płyty. Usłyszałam, jak rozpina pasek w spodniach, które po chwili opadają na podłogę. Chociaż byłam już bardzo podniecona, sprawił mi ból wbijając się we mnie. Krzyknęłam i rozłożyłam ręce na stole. Teraz i brzuchem dotykałam blatu.

On złapał mnie za biodra i zaczął poruszać swoim członkiem… Wsuwał się i wysuwał, coraz szybciej i mocniej. Nachylił się, żeby móc całować moje plecy. Czym jego pchnięcia były mocniejsze, tym bardziej wzmagał się mój krzyk. Nagle przestał. Złapał mnie za ramię i kazał mi się podnieść. Zrobiłam to. Jednym ruchem silnego ramienia sprowadził mnie na kolana. Stanął przede mną, a jego wyprężony członek aż prosił się, żebym wzięła go w usta. Zrobiłam to. Najpierw delikatnie dotknęłam jego koniuszka językiem. Znów poczułam w ustach znajomy smak…

Pocałowałam go, objęłam wargami jego główkę. Językiem zataczałam młynki, wsuwając go coraz głębiej w usta. Dłonią pieściłam jego jądra. Wystarczyło kilka minut, żeby jego nasienie zalało moje usta. Teraz to on krzyczał, tyle że z rozkoszy. Padł na kolana, teraz klęczeliśmy oboje. Przytulił się do mnie, wyszeptał „Dziękuję” Położył mnie…

Jego usta powędrowały między moje uda. Językiem błądził, gdzie tylko mógł, ssał, pieścił całował… Aż moje ciało wygięło się w łuk, podczas tej najpiękniejszej chwili szczytu. Leżeliśmy później na chłodnej podłodze, wtuleni w siebie, wgapieni w sufit. I znów zakołatała mi w głowie ta? zapomniana piosenka?

– Jesteś piękna, chciałbym cię mieć przez całe życie – wyszeptał mi do ucha.
– Ale domyślam się, że tak nie będzie. Zbyt dużo lat nas dzieli – dokończył.

Po policzku spłynęła mi łezka, a słowa? zapomnianej piosenki? przypomniały mi się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Wstałam i zaczęłam się ubierać. Powstrzymał mnie. – Skoro nie będziemy razem zawsze, to musi znaczyć, że nie możemy być razem choć przez jakiś czas? Pozwól mi cię kochać – powiedział, a ja wtuliłam się ufnie w jego ramiona. I uciekła mi znów? zapomniana piosenka? i uciekły wspomnienia o wszystkim złym, co mi zrobił, i znowu poczułam się jak wtedy, kiedy pierwszy raz zasypiałam u jego boku. Zaufałam na nowo.

Author

Write A Comment