Marek przyszedł punktualnie na godzinę ósmą. Powitałam go w progu z szerokim uśmiechem, a ona przytulił mnie i musnął wargami mój policzek. Poczułam zapach jego perfum, przyjemną woń mężczyzny. Muszę przyznać, że Marek, mój osiemnastoletni siostrzeniec, naprawdę wyrósł, zrobił się z niego przystojny chłopak. Był dużo wyższy niż ja, szeroki w barach, nosił modną fryzurę, a jego niebieskie oczy sprawiały wrażenie niezwykle żywych i bystrych. Ubrał się w ciemną koszulę i jeansy i wyglądał w tym naprawdę nieźle. Młody amant, tak mu powiedziałam. Zaśmiał się, czerwieniąc.

Przeszliśmy do salonu. Marek otworzył wino, które przyniósł, a ja poszłam po kieliszki. Zapaliłam nawet kilka świec, tak by zrobić miły nastrój.

– Będzie nam się przyjemniej rozmawiało – oznajmiłam, chociaż podświadomie wiedziałam, że po co innego to robię.

Zaczęliśmy więc pić wino i rozmawiać o tym, z czym do mnie przyszedł. Jego argumenty może i miały sens, ale tak naprawdę rozbijały się o jeden, najważniejszy punkt. Byłam przecież jego ciotką.

– Dlatego wiem, że mogę ci zaufać – przyznał, kiedy wyskoczyłam mu z naszym pokrewieństwem. – To dla mnie chyba najważniejsza sprawa w życiu i chcę, aby ta chwila była niezapomniana. I dlatego proszę cię ciociu. Chcę, żebyś to była ty.

Jego słowa uderzały mnie przyjemnie, łechtały ego, ale z początku wcale nie podobał mi się ten pomysł. Marek wyjeżdżał na studia i nie chciał uciec do dużego miasta jako prawiczek. Ja miałam mu w tym pomóc. Zgodziłam się po długich naleganiach.

Sięgnęłam po lampkę wina i napiłam się sporo, a kiedy ją odstawiłam, Marek zbliżył się do mnie, objął mnie i pocałował. Zaskoczył mnie tym bezpośrednim ruchem. Nie przestawał muskać moich warg i po chwili po prostu się poddałam. Otworzyłam szerzej usta, pozwalając, by język Marka się w nich zatopił. Smakował winem, ale również miętą i czymś innym, męskim, podniecającym. Odpłynęłam podczas tych pieszczot, pozwoliłam by nasze języki splotły się w dzikim tańcu namiętności.

Nie miałam pojęcia kiedy wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Jego siła, jego młodość podniecały mnie, czułam, jak robię się słaba, bezbronna.

Położył mnie na łóżku i zaczął całować moją szyję, wprawnie ściągając ze mnie sukienkę. Sama nie wiem jak to się stało, ale moja dłoń automatycznie powędrowała w kierunku jego krocza. Poczułam tam niezwykłą twardość.

– Masz prezerwatywy? – zapytałam słabo, chcąc by to już się zaczęło.

 Pokiwał głową na tak i zaczął ściągać z siebie koszulę i spodnie. Ja też zaczęłam się rozbierać i kiedy byliśmy już nadzy, znów mnie objął. Całowaliśmy się, a ja znów sięgnęłam dłonią do jego penisa. Objęłam jego nagą, potężną męskość i zaczęłam pieścić go delikatnymi ruchami. Po chwili Marek odchylił się i wyciągnął prezerwatywę. Kiedy zobaczyłam jego penisa, poczułam przyjemny prąd łaskoczący moją cipkę. Mój siostrzeniec był hojnie obdarzony i podziałało to na mnie magnetycznie. Pragnęłam go. Teraz. Zaraz.

Marek położył się na mnie i patrząc mi w oczy, naprał silnie na wejście mojej pochwy. Mimo że byłam już rozpalona do białości, jego gruby penis z początku napotkał opór.

Po chwili jednak, pchnięcie po pchnięciu, moja cipka dostosowała się do kochanka i kiedy Marek dobił do brzegu, jęknęłam z rozkoszy. Chłopak zaczął mnie posuwać, z początku powoli i delikatnie, ale kiedy tylko objęłam jego biodra nogami, przyspieszył, zamieniając nas stosunek w ordynarne pieprzenie. Podobało mi się to. Jemu z pewnością też, bo wydawał dzikie westchnięcia. Jego mokre, gorące wargi pieściły moje piersi, ssał moje twarde niczym kamyki sutki. Z każdym jego potężnym pchnięciem czułam się wniebowzięta, ale dla Marka to było za mało. Wciąż przyspieszał i przyspieszał, młody penis wręcz rozrywał moją pochwę. Jęczałam i stękałam tak głośno, że pewnie słyszeli nas wszyscy sąsiedzi. Robiłam się coraz słabsza i słabsza, obraz stawał się nieostry. Wiedziałam, że zbliżam się do finału.

– Marek ja zaraz dojdę – wyszeptałam mu do ucha.

Kiedy to usłyszał, wzbił się chyba na wyżyny swoich możliwości i stało się. Raz po raz moje ciało zaczął przechodzić prąd, wierzgałam i piszczałam jak opętana. Marek również nie był mi dłużny, bo w tym samym momencie co ja ryknął ciężko i poczułam, jak agonalnie wbija się najgłębiej jak może. Poczułam przyjemne drganie jego penisa w swojej pochwie. Udało się nam. Razem.

Kiedy emocje opadły, a nasze ciała zaczęły stygnąć, Marek podniósł na mnie swoje oczy i pocałował mnie w usta.

– Dziękuję ci ciociu – wyszeptał. – Ale to jeszcze nie koniec. Jeszcze nie…

Spojrzałam na jego przystojną twarz i się uśmiechnęłam. Liczyłam na to…

Author

Write A Comment