Poczułam, jak jego dłonie obejmują mnie z pożądaniem i siłą. Gorące wargi wbiły się w mój kark, sprawiając, że przeszedł mnie przyjemny dreszcz podniecenia. Przywarł do mnie, dociskając mnie do kuchennego blatu. Jego nabrzmiały penis ukryty za rozporkiem, naparł na moje pośladki. Niewiele myśląc, zaczęłam się o niego ocierać, chcąc zrobić mu dużą przyjemność. Wiedziałam, że to lubi. Tym bardziej że miałam na sobie legginsy z cienkiego materiału.

– Mamy kilka minut, a ja od dwóch dni poszczę – wyszeptał do mojego ucha, gryząc je namiętnie. – Mam ochotę opróżnić jądra.

Nagle jego dłonie znalazły się na moich biodrach i wprawnym ruchem ściągnęły ze mnie spodnie, odsłaniając moje nagie pośladki. Poczułam na skórze chłód poranka, ale sekundę później poczułam coś znacznie mocniejszego. Wymierzył mi silny, siarczysty klaps w prawy pośladek. Po chwili zrobił to ponownie.

 – Wypnij tyłek – rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Będę cię rżnął.

Posłusznie zrobiłam to, czego żądał. Wypięłam się w kierunku jego krocza i wsparłam rękoma na zimnym blacie. Usłyszałam, jak rozpina rozporek, jak klamra od paska uderza z brzękiem o kafelki. Moment później jego palce zaczęły jeździć po moich sromowych wargach, drażniły łechtaczkę, by ostatecznie trafić brutalnie do pochwy.

– Ty suko… – zaczął przez zęby. – Już jesteś cała mokra…

Nie zdążyłam zareagować, a już miałam w swoim wnętrzu jego nabrzmiałego, twardego niczym stal penisa. Nie patyczkował się ze mną, nigdy tego nie robił. Wszedł ostro i mocno i od samego początku zaczął mnie zwyczajnie pieprzyć. Nadał konkretne tempo, miałam wrażenie, że chce mnie rozerwać na pół. Odgłos moich klaszczących o jego podbrzusze pośladków roznosił się echem po pustym domu. Uwielbiałam to. Uwielbiałam, kiedy traktował mnie jak swoją własność, jak swoją osobistą dziwkę.

– To nie potrwa długo – wysyczał, po czym złapał mnie solidnie za spięte w kucyk włosy.

Szarpnął, przyciągając moją głowę do siebie. Jęknęłam zadowolona i oddałam się rozkoszy, którą mi oferował. Jego kutas robił w mojej pochwie sieczkę, był niczym pneumatyczny młot, bezlitosny i ostateczny. Po chwili poczułam jak puszcza moje włosy i przenosi dłoń na moją szyję. Zacisnął na niej palce, silnie, ale na tyle subtelnie, że wiedziałam, że jestem bezpieczna. Znaliśmy się aż za dobrze. Penetrujący mnie drąg przyspieszył, ruchy stały się płytsze. Był coraz bliżej, czułam to. I nagle trafiło mnie, niespodziewanie, mocno, odurzająco. Jęknęłam przeciągle, czując skurcze pochwy, rozchodzące się na dole gorąco orgazmu. Odpłynęłam, a nogi się pode mną ugięły…

Kiedy wróciłam, mój mąż wyszedł ze mnie i kazał mi się obrócić.

– Wiesz, co cię czeka, kiedy dojdziesz bez pytania – zaczął. – Na kolana. Już.

 Niczym wzorowa harcerka spełniłam kolejne polecenie i uklęknęłam. Penis męża znalazł się na wysokości mojej twarzy. Wielki, opuchnięty i bordowy.

– A teraz go obciągniesz – rozkazał.

 Bez chwili zwłoki złapałam go u nasady, tuż przy jądrach i objęłam wargami. Szybko przeszłam do mocnego ssania dużej żołędzi. Moja dłoń pracowała na całej długości, sprawiając mężowi boską przyjemność. Działałam głową na zasadzie przód-tył. Nagle mąż przycisnął mnie, wsuwając całe prącie do gardła. Kiedy zaczęłam się wyrywać, dając tym samym znak, że brakuje mi tchu, puścił mnie. Nitki śliny ciągnące się od moich ust do penisa błyszczały w świetle poranka. Po chwili znowu wróciłam grzecznie do pracy. Wiedziałam, że nie potrwa to już zbyt długo.

– Weźmiesz na twarz – oznajmił mąż. – Powiem kiedy.

Posłusznie pokiwałam głową ani na moment nie przerywając mu obciągać.

Minęło kilka sekund, a mąż zaczął ciężej dyszeć. Jego orgazm zbliżał się nieuchronnie.

– Już… – wychrypiał słabo.

Wyciągnęłam z ust penisa i energicznie go trzepiąc, przystawiłam do twarzy. Chwilę później zaczął z niego tryskać życiodajny sok, który oblewał salwa za salwą moją buzię. Kierowałam nim tak, aby nasienie pokryło jak największą część mojej twarzy. Kiedy cały towar został rozładowany, puściłam penisa i popatrzyłam z dołu na męża. Wydawał się usatysfakcjonowany.

– Grzeczna dziewczynka – pochwalił mnie, przejeżdżając kciukiem po moich pełnych wargach. – A teraz możesz iść się umyć. Skończyłem. Na tę chwilę…

Mąż zaczął wciągać swoje spodnie, a ja wzdychając delikatnie, podniosłam się z kolan i udałam do łazienki. Kiedy mijałam go, uraczył mnie solidnym klapsem w pośladek. Odeszłam powolnym krokiem, czując, że spisałam się na medal. Wiedziałam, że ogląda się za mną. Nie potrafił się opanować. Wciąż za bardzo go kręciłam…

Author

Write A Comment